Od kiedy skończyłam trzydzieści lat zaczęłam bardzo zwracać uwagę na pielęgnację mojej cery. W latach nastoletnich, kiedy moja cera była nieskazitelna, nakładałam na siebie tony niepotrzebnych kosmetyków. Skutki takich przyzwyczajeń odczuwam jednak dopiero teraz. Żałuję, że nie słuchałam się mamy, która mówiła, że na moją młodziutką cerkę nie nakłada się ciężkich podkładów. Robiłam swoje, a teraz walczę z uporczywymi rozszerzonymi porami.

Lynia – najlepszy krem pod oczy

lynia kremy pod oczyOprócz problemów z porami, moim drugim największym kompleksem i koszmarem, są cienie pod oczami. Niestety, po przebudzeniu wyglądam fatalnie. Po długim śnie moja cera powinna być wypoczęta i zregenerowana, a tak naprawdę jest szara, sina i wyglądam cały czas jakbym zarywała całe noce. Próbowałam różnych kosmetyków i nawet chodziłam do kosmetologa, który próbował zdziałać cuda, niestety to również nie dało zamierzonych efektów. Wszystko zaczęło się zmieniać, kiedy dostałam od siostry kosmetyki firmy Lynia kremy pod oczy od razu zrobiły na mnie wrażenie. Zestaw zawierał również tonik i serum do twarzy, ale jako że największym moim problemem jest skóra w okolicach oczu, to właśnie z kremu pod oczy ucieszyłam się najbardziej. Siostra korzystała z oferty tej firmy już od jakiegoś czasu i bardzo mi polecała również spróbować. Tak więc także postanowiłam dać tej firmie szansę i od następnego dnia regularnie używałam ich kremu w codziennej pielęgnacji zarówno porannej jak i wieczornej.

Po miesiącu użytkowania, efekt był zadowalający, nawet po zabiegach kosmetycznych moja skóra nie wyglądała na tak wypoczętą i zregenerowaną. Wiadomo, sińców całkowicie nie da rady usunąć, lecz mój mąż sam stwierdził, że na pewno są mniej widoczne. A dla mnie to już ogromny progres.